PKO BP został ukarany grzywną w wysokości 40 mln zł, natomiast Pekao – 20 mln zł. UOKiK zakwestionował zasady określania kursów walut oraz mechanizmy wpływające na wysokość rat kredytowych. Według urzędu, pozwalały one bankom na arbitralne ustalanie kursu franka szwajcarskiego, przez co klienci nie byli w stanie przewidzieć, ile będą płacić.
Oba banki podkreślają, że kwestionowane mechanizmy nie są już wykorzystywane. PKO BP wskazuje, że postępowanie UOKiK rozpoczęło się w 2017 roku – pięć lat po tym, jak bank zakończył oferowanie kredytów walutowych. Obecnie kredyty frankowe stanowią 15–20% jego portfela hipotecznego.
PKO BP podkreśla również, że od zawsze umożliwiał klientom bezpośrednią spłatę kredytów w walucie umowy. Klienci mogli wybrać taki sposób spłaty już na etapie wnioskowania lub później, podpisując odpowiedni aneks. Obecnie niemal połowa kredytów we frankach spłacana jest bezpośrednio w CHF – co pozwala uniknąć przewalutowania po kursie bankowym.
Podobne zasady dotyczą także innych kredytów walutowych – np. kredyt w USD również może być spłacany bezpośrednio w dolarach, co jest rozwiązaniem bardziej przewidywalnym dla klienta i ogranicza wpływ spreadów stosowanych przez bank.
Spłata w złotówkach z odrębnym kursem
Bank zaznacza, że osoby spłacające kredyt z konta złotowego mogą korzystać z indywidualnie ustalonego kursu. Po wprowadzeniu tzw. „ustawy antyspreadowej” w 2011 roku, klient zyskał możliwość wskazania dwóch kont – w tym walutowego – z których będą pobierane środki na raty.
Dla spłat w PLN stosuje się kurs określany w specjalnej tabeli, opracowanej przez bank wyłącznie dla kredytów frankowych. PKO BP wyjaśnia, że od 2015 roku spread stosowany w tej tabeli wynosi 1%, a sam kurs oparty jest na średnim kursie rynkowym, aktualizowanym codziennie rano.
UOKiK: zasady ustalania kursów są nieprzejrzyste
UOKiK zarzuca jednak, że sposób, w jaki banki określają kursy, jest niejasny i pozostawia klientom zbyt wiele niepewności. W przypadku PKO BP – jak twierdzi urząd – podstawą ustalania kursu są m.in. „średnie stopy procentowe”, „płynność rynku walutowego” czy „konkurencyjność kursowa”. Co więcej, klienci byli odsyłani do serwisów zewnętrznych, np. Reutera, co zdaniem UOKiK naruszało ich prawa.
Urząd wymaga teraz, aby banki nie tylko zaprzestały stosowania zakwestionowanych klauzul, ale również poinformowały klientów, że te zapisy nie są dla nich wiążące i mogą zostać uznane za nieistniejące w umowie. Ma to ułatwić składanie reklamacji.
Pekao: problem dotyczy niewielkiej liczby kredytów
Bank Pekao tłumaczy, że większość zakwestionowanych umów trafiła do niego po fuzji z Bankiem BPH w 2007 roku. Z całej puli zaledwie 395 umów zawierało sporne zapisy, z czego około 300 nadal obowiązuje. Pekao zaprzestał stosowania kontrowersyjnych zapisów jeszcze w kwietniu 2017 roku – zanim UOKiK wszczął postępowanie.
Bank podkreśla również, że nie udziela kredytów hipotecznych w walutach obcych osobom zarabiającym w złotówkach i stosuje zasadę udzielania kredytu w walucie uzyskiwanego dochodu.